| Wspomnienie z Tatr |
|
| Redaktor: Jaco | |
| 30.11.2006. | |
|
W ostatnim czasie miałem okazję spędzić trochę czasu w Tatrach i choć takie wyjazdy nie zupełnie należą do działalności klubowej postanowiłem w skrócie opisać kilka moich wspinaczek.
Jaco |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

Od 24.11. do 28.11 przebywałem na Hali Gąsienicowej. Panowała w tych dniach wspaniała słoneczna pogoda. Śnieg który spadł w górach jakiś miesiąc temu już dawno zdążył się uleżeć i pokrywa śnieżna była twarda i stabilna. Takie okoliczności stwarzały idealne warunki wspinaczkowe na łatwych drogach. Zdobywanie trudnych dróg było ciągle utrudnione z powodu braku odpowiednio niskiej temperatury. Lód jeszcze się nie wytworzył a trawki nadal były nie zmrożone. Jednak warunki jakie wytworzyły się w żlebach i innych depresjach były bardzo przyzwoite.
Dużo czasu i sił kosztowało mnie dojście pod ścianę. Droga biegnie w północno-wschodniej ścianie Zadniego kościelna i zaczyna się na szczycie Kościelcowego Kotła. Zamierzałem wejść na szczyt drogą przez Komin Drewnowskiego lecz niestety w połowie ściany okazało się, że w jej dalszej części wąską depresją spływa spory strumyk, poza tym jej trudności przewyższały trochę moje umiejętności wspinaczki przy auto-asekuracji. Zdecydowałem się więc na przetrawersowanie od tego momentu w lewo do Przełęczy Mylnej (na zdjęciu drogo oznaczona kolorem niebieskim),z której zszedłem na zachodnią stronę(na zdjęciu oznaczona kolorem zielonym)
Tyle udało mi się osiągnąć podczas samotnego wyjazdu w Tatry. Wszystkie wyżej wymienione drogi pokonywałem solo (samotnie) asekurując się przez auto-asekurację we wszystkich trudnych momentach. Samotna wspinaczka w górach daje niesamowite uczucie bezpośredniego obcowania z naturą. Tym bardziej poza sezonem kiedy szlaki są zupełnie puste, a ciszę w górach przerywa tylko szemrzący w dole strumień.